Forum AstroCD
http://www.astrocd.pl/forum/

Październik 2009
http://www.astrocd.pl/forum/viewtopic.php?f=16&t=221
Strona 2 z 4

Autor:  Paweł Baran [ piątek, 9 października 2009, 19:45 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Pierwsze wyniki obserwacji uderzenia w Księżyc



Dzisiaj amerykańska misja LCROSS planowo zakończyła się podwójnym uderzeniem w powierzchnię Księżyca. Efekty uderzenia nie zostały wykryte w świetle widzialnym, ale udało się zaobserwować słaby błysk w podczerwieni.

Astronomowie z Palomar Observatory użyli teleskopu z adaptywną optyką do obserwacji uderzenia - nie zarejestrowali widocznych skutków zderzenia. Apache Point Observatory w Nowym Meksyku użyło aż trzech teleskopów, ale żaden z nich nie zaobserwował widzialnych oznak uderzenia w Księżyc. Trwają analizy widm uzyskanych teleskopami w Gemini North Observatory i Keck Observatory pod kątem wystąpienia chmury pyłu oraz występowania w niej wody lub nie. Widma z MMT Observatory w Arizonie pokazują wyraźną różnicę przed i po uderzeniu.

Podczas konferencji prasowej NASA zaprezentowała zdjęcie wykonane w podczerwieni, na którym widać niewielki rozbłysk. "Było uderzenie. Widzieliśmy je. Widzieliśmy je i krater", powiedział Tony Colarete, kierownik misji LCROSS. Zaprezentowano także widma w różnych zakresach długości fali, ale ich analiza potrwa jeszcze trochę czasu.

Do tej pory udało się zebrać dane z 14 obserwatoriów naziemnych i 5 działających w kosmosie (m.in. z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a oraz z satelity księżycowego Lunar Reconnaissance Orbiter). Otrzymano też dane ze spektrometrów sondy LCROSS.

W ramach misji LCROSS człon rakiety Centaur, wypuszczony przez sondę, uderzył dzisiaj o 13:31 w krater Cabeus w okolicach południowego bieguna Księżyca. Kilka minut później niedaleko na Księżyc spadła też sama sonda LCROSS.

Głównym celem tego kosztującego 79 milionów dolarów eksperymentu są poszukiwania wody na Srebrnym Globie.

Więcej informacji:

* NASA Spacecraft Impacts Lunar Crater in Search for Water Ice


[ Astronomia.pl - Krzysztof Czart ]
http://www.astronomia.pl/wiadomosci/index.php?id=2322

Autor:  Paweł Baran [ sobota, 10 października 2009, 08:29 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Fragment amerykańskiej rakiety rozbił się o Księżyc.
W ramach eksperymentu, którego celem jest wykrycie zamarzniętej wody pod powierzchnią polarnej południowej strefy Księżyca, uderzyły tam w piątek, w krótkim odstępie czasu, pusty człon rakiety nośnej oraz wyniesiony przez nią w kosmos próbnik NASA.

Człon rakiety rozbił się o godzinie 13.31 czasu polskiego w kraterze Cabeus, powodując wstrząs równy wybuchowi półtorej tony trotylu. W cztery minuty później identyczny los spotkał próbnik LCROSS (skrót angielskiej nazwy Księżycowy Satelita Obserwacji i Badania Kraterów), przy czym efekt jego uderzenia był o około dwie trzecie mniejszy od poprzedniego.

Jak zakładano, po pierwszym uderzeniu powstała 10-kilometrowa chmura pyłu księżycowego. Zadaniem aparatury przelatującego przez tę chmurę próbnika, w tym jego pięciu kamer, było wykrycie cząsteczek lodu lub wody w innej postaci.

Według NASA, przebieg eksperymentu był pomyślny, a pierwsze zdjęcia z pokładu LCROSS powinny być zaprezentowane jeszcze w piątek na konferencji prasowej.

(bart)
TAGI: nasa, satelita, kosmos, księżyc, eksperyment
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title, ... omosc.html

Autor:  Paweł Baran [ sobota, 10 października 2009, 11:01 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Rakietowe paliwo, które da się wytworzyć na Marsie
Nowe rodzaj paliwa rakietowego to mieszanina zamrożonej wody i aluminiowego "nanoproszku" - informuje serwis "EurekAlert".
Opracowane przez naukowców z Purdue University paliwo ALICE jest bardziej od dotychczas używanych przyjazne dla środowiska, można je także wytwarzać na Księżycu, Marsie i innych ciałach niebieskich, na których występuje woda. Nanocząsteczki aluminium mają średnicę 80 nanometrów(miliardowych części metra), dzięki czemu szybko reagują i umożliwiają dobrą kontrolę nad silnikiem. Aluminium potrafi odebrać tlen cząsteczce wody, pozostawiając wodór -dlatego produktami zachodzącej reakcji są tlenek aluminium i wodór. ALICE można wykorzystać do wytwarzania wodoru dla ogniw paliwowych.

Stosowane obecnie przez promy kosmiczne paliwo wykorzystuje jako utleniacz nadchloran amonu- w procesie spalania wytwarzają się duże ilości kwasu solnego.

Na razie nowe paliwo wykorzystano do wystrzelania małej(poniżej 3 metrów długości) rakiety, która wzbiła się na wysokość 400 metrów.
http://wiadomosci.onet.pl/2057147,16,ra ... ,item.html

Autor:  Paweł Baran [ sobota, 10 października 2009, 19:41 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Astronomowie przyjrzeli się orbicie asteroidy Apophis, co do której istnieją podejrzenia, że zderzy się z Ziemią 13 kwietnia 2036 roku.

Apophis to asteroida o średnicy około 250 metrów. Zderzenie z nią spowodowałoby katastrofę na wielką skalę. Dużo mniejszy meteoryt o średnicy zaledwie 50 metrów, który wybuchł nad Tunguską na Syberii w 1908 roku, zmiótł z powierzchni ziemi drzewa na obszarze 2000 kilometrów kwadratowych. Zderzenie z Apophis wyzwoliłoby około 1,6 tys. megaton energii – dziesiątki razy więcej, niż podczas eksplozji bomby wodorowej. Na szczęście okazało się, że pierwotne szacunki mówiące o szansy kolizji jak 1:45000 okazały się mocno przesadzone. Korzystając z bardziej szczegółowych danych i nowych metod obliczeniowych astronomowie stwierdzili, że prawdopodobieństwo jest bardzo małe i obecnie ocenia się je na 4 do miliona.
Uspokajających wieści dostarczył zespół Davida Tholena z Uniwersytetu Hawajskiego. Wykazali, że dotychczasowy katalog danych używany do obliczeń był niedokładny. Do swoich obliczeń postanowili użyć nieopublikowanych jeszcze zdjęć nieba uzyskanych z teleskopu o średnicy 2,2 metra znajdującego się w pobliżu wulkanu Mauna Kea. Następnie potwierdzili wyniki w oparciu o dane z obserwatorium Kitt Peak w Arizonie oraz Arecibo w Puerto Rico. Badania wykazały, że w tym stuleciu Apophis znajdzie się w pobliżu ziemi jeszcze dwukrotnie – w 2029 i 2068 roku. Oba spotkania nie będą groźne, chociaż w kwietniu 2029 roku asteroida minie naszą planetę w odległości zaledwie 29500 kilometrów (średnia odległość Ziemi od Księżyca to około 384000 kilometrów) i będzie widoczna gołym okiem. Zderzenia z asteroidami i meteorytami to nie nowina w dziejach Ziemi. Około 65 milionów lat temu asteroida o średnicy 10 kilometrów uderzyła w okolice Półwyspu Jukatan wywołując gigantyczną eksplozję, w wyniku której do atmosfery przedostały się miliony ton pyłu. W konsekwencji ilość energii słonecznej docierającej do powierzchni drastycznie zmalała. Gwałtowne zmiany klimatyczne spowodowały masowe wymarcie dinozaurów.

W ostatnich latach najszerzej opisywana była kometa Shoemaker-Levy 9, która w 1994 roku rozpadła się na części i zderzyła z powierzchnią Jowisza. Krater powstały po uderzeniu rozmiarami zbliżony jest do naszej planety. Naukowcy uważają, że na przestrzeni dziejów Jowisz wielokrotnie podlegał „bombardowaniu” wielkimi asteroidami i meteorytami. Dzięki temu, że jego masa jest tak wielka, siłą swojej grawitacji przyciąga część obiektów kosmicznych przelatujących przez Układ Słoneczny stanowiąc swego rodzaju kosmiczny odkurzacz.
http://future.wp.pl/kat,111394,page,2,t ... omosc.html

Autor:  Paweł Baran [ niedziela, 11 października 2009, 09:46 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Latające laboratorium zajrzy pod Antarktydę
Latające laboratorium NASA pomoże naukowcom badać topniejącą powłokę lodową w Zachodniej Antarktydzie. Loty rozpoczną się w połowie października, a ich zadaniem jest zebranie danych, które pozwolą precyzyjniej przewidzieć podnoszenie się poziomu morza - podaje NASA w informacji prasowej.
Loty będą realizowane w ramach operacji "Most lodowy" przy wsparciu Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA) i naukowców z obserwatorium Lamont-Doherty przy Uniwersytecie Columbia. Naukowcy będą latać na wyposażonym w instrumenty pomiarowe DC-8. Samolot będzie odbywał loty na niskich wysokościach głównie nad wybrzeżem Zachodniej Antarktydy, gdzie topnienie lodu postępuje najszybciej.

"Aby naprawdę zrozumieć jak lodowce zachowają się w przyszłości, potrzebujemy pomiarów z pierwszej ręki. Na podstawie symulacji obecnie jesteśmy w stanie stwierdzić tylko, że ciepłe wody oceanu dostarczają energii termalnej do topnienia lodu" - powiedział geofizyk z Lament Michael Studinger, cytowany w informacji prasowej Instytutu Ziemi Uniwersytetu Columbia.

Od 2003 roku laserowe pomiary powierzchni lodowych wykazały, że pokłady lodu na Grenlandii i w Zachodniej Antarktydzie stają się coraz cieńsze i szybko płyną w kierunku morza. Raport opublikowany w poprzednim miesiącu w piśmie "Nature" sygnalizuje, że niektóre części Antarktydy są zalewane 9 metrową warstwą wody rocznie.
http://wiadomosci.onet.pl/2057168,16,la ... ,item.html

Autor:  Paweł Baran [ niedziela, 11 października 2009, 11:40 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Na Księżycu woda będzie z mikrofalówki?



W jaki sposób uzyskać wodę na Księżycu? Można włożyć trochę piasku księżycowego do mikrofalówki. To najnowszy pomysł NASA na zapewnienie przyszłej bazie księżycowej tej niezbędnej substancji.

Na witrynie internetowej Science@NASA (science.nasa.gov) pojawił się artykuł opisujący pomysł na uzyskiwanie wody z gruntu księżycowego. Warunkiem jest oczywiście to, aby w gruncie występowała zamrożona woda. Jeśli tak jest, naukowcy proponują, aby podgrzać grunt promieniowaniem mikrofalowym po to, aby lód sublimował do pary wodnej, którą potem można zebrać i przekształcić w wodę w postaci ciekłej.

Podczas eksperymentu w laboratorium z symulowanym gruntem księżycowym zawierającym wodę udało się w ten sposób po 2 minutach uzyskać 95 procent zawartej w nim wody.

"Poprosimy o trochę oryginalnego gruntu księżycowego z misji Apollo. Chcemy przetestować pomysł na rzeczywistym materiale i sprawdzić jak szybko pojawi się para wodna" mówi Ed Ethridge z NASA Marshall Space Flight Center.

Według danych na temat obecności wodoru uzyskanych kilka lat temu przez sondy Lunar Prospector oraz Clementine, w dużych obszarach w okolicach biegunów księżycowych, w gruncie może znajdować się woda w ilości od 1 do 4,6 procent masy gruntu księżycowego. Z kolei indyjska sonda Chandrayaan-1 niedawno odkryła obecność cząsteczek wody w polarnych regionach Srebrnego Globu. Odkrycie to zostało to potwierdzone przez sondy Cassini i Epoxi.

Najnowsza misja NASA - nazwana LCROSS - miała na celu zweryfikowanie tych przypuszczeń. W tym celu w piątek 9 października wypuszczona przez nią rakieta uderzyła w krater Cabeus koło bieguna południowego, a następnie w Księżyc uderzyła sama sonda. Cały eksperyment był obserwowany przez liczne teleskopy naziemne i kosmiczne. Obecnie trwa analiza uzyskanych w ten sposób danych.

Więcej informacji:

* Microwaving Water from Moondust


[ Astronomia.pl - Krzysztof Czart ]

Źródło: Science@NASA
http://www.astronomia.pl/wiadomosci/index.php?id=2323

Autor:  Paweł Baran [ niedziela, 11 października 2009, 11:41 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Warszawa przed Nowym Jorkiem i Berlinem w kosmicznym rankingu
Mieszkańcy Warszawy odnieśli sukces w astronomicznej rywalizacji. Stolica Polski zajęła czwarte miejsce w globalnym rankingu aktywności użytkowników w społecznościowym projekcie naukowym "Galaktyczne Zoo". Warszawiacy okazali się w ten sposób bardziej zaangażowanymi odkrywcami Wszechświata niż mieszkańcy znacznie większych metropolii, takich jak Nowy Jork czy Berlin.

"Galaxy Zoo", a po polsku "Galaktyczne Zoo" to nowatorski projekt mający wspomagać naukowy program badawczy "Sloan Digital Sky Survey", którego celem jest stworzenie trójwymiarowej mapy milionów galaktyk i kwazarów znajdujących się w obszarze stanowiącym ponad jedną-czwartą nieba widocznego z Ziemi. Cyfrowa mapa nieba stworzona na podstawie optycznego przeglądu ma być następnie udostępniona nie tylko naukowcom, ale również wszystkim użytkownikom internetu.

Obecnie trwa druga faza programu, w której internauci z całego świata mają pomóc astronomom sklasyfikować 250 tysięcy galaktyk, które podczas pierwszej fazy "Galaktycznego Zoo" zostały uznane za najciekawsze obiekty.

Wszystko wskazuje na to, że druga część projektu okaże się równie popularna, co jego pierwsza odsłona - naukowcy z brytyjskich i amerykańskich uniwersytetów, którzy są autorami "Galaktycznego Zoo" spodziewają się, że weźmie w niej udział kilkaset tysięcy internatów (w fazie pierwszej na stronach projektu zarejestrowało się 150 tysięcy osób, dzięki czemu w niespełna 18 miesięcy udało się zebrać wyniki ponad 50 milionów klasyfikacji).

Polacy są w "Galaktycznym Zoo" na uprzywilejowanej pozycji, gdyż poza użytkownikami pochodzącymi z krajów anglosaskich, jako jedyni mogą korzystać ze stron internetowych projektu w ich języku ojczystym.

Taka "polska brama" do "Galaktycznego Zoo" powstała już przy pierwszej fazie, a od sierpnia bieżącego roku także druga odsłona projektu jest dostępna po polsku. Jej pomysłodawcami byli dr hab. Lech Mankiewicz, dyrektor Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i polski koordynator programu EU-HOU oraz Jan Pomierny, założyciel portalu Astronomia.pl.

Korzystając z tego ułatwienia, internauci z Polski stworzyli jedną z najliczniejszych narodowych reprezentacji w projekcie (w pierwszej fazie było to ponad 10 tysięcy osób), stający się tym samym największą astronomiczną społecznością w polskim internecie.

Z opublikowanego właśnie rankingu aktywności "galaktycznych zoologów" wynika, że Polacy wyróżniają się w projekcie nie tylko liczebnością, ale i zaangażowaniem - mieszkańcy największego polskiego miasta, Warszawy okazali się pod tym względem lepsi niż internauci ze znacznie większych metropolii, w tym między innymi z Nowego Jorku czy Los Angeles.

Co więcej, wśród ośrodków, które znalazły się w pierwszej dziesiątce rankingu, Warszawa jest jednym z tylko trzech miast, w których obowiązującym językiem nie jest angielski - przed stolicą Polski, na miejscu drugim znalazło się holenderskie Eindhoven, a na dalszym, ósmym miejscu niemiecka stolica, Berlin. W rankingu zwyciężył Londyn, na miejscu trzecim uplasowało się Sydney, a dalej, już za Warszawą - Nowy Jork, Melbourne, Bristol, Los Angeles i Manchester.

"Przygotowanie polskiej bramy do projektu okazało się strzałem w dziesiątkę" - cieszy się dr hab. Lech Mankiewicz. "W Galaktycznym Zoo rywalizacja w rankingu aktywności jest tylko zabawą, bo tak naprawdę wygrywa każdy, kto w projekcie sklasyfikuje choć jedną galaktykę, ale osiągnięty wynik jest dla nas ogromną satysfakcją, gdyż pokazuje, że udało się przełamać kilka barier, w tym tę językową" - dodaje naukowiec.

"Czwarte miejsce Warszawy to także potwierdzenie tego co można zaobserwować podczas pikników czy festiwali nauki, które odbywają się w naszym kraju - tego typu imprezy często spotykają się w Polsce z większym zainteresowaniem niż w krajach zachodniej Europy" - mówi Jan Pomierny. "Oznacza, to że ciekawie przygotowane projekty edukacyjne mogą znaleźć tutaj odbiorców i wcale nie muszą pozostawać niszowe" - dodaje. "A to potencjał, z którego warto byłoby skorzystać przede wszystkim w szkołach" - podkreśla Mankiewicz.

Polski serwis "Galaktycznego Zoo" jest dostępny pod adresem http://www.galaxyzoo.org. Za jego pośrednictwem można bezpłatnie zarejestrować się w projekcie i rozpocząć klasyfikację galaktyk, a w przypadku pojawienia się wątpliwości warto skontaktować się z polskim zespołem ekspertów, który czeka na pytania pod adresem galaktycznezoo@astronomia.pl.

[ Astronomia.pl ]
posting.php?mode=reply&f=16&t=221

Autor:  Paweł Baran [ środa, 14 października 2009, 11:58 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Budujemy nowe Słońce

"We Francji, niedaleko Marsylii powstaje projekt, którego celem jest przeprowadzenie fuzji termojądrowej. Jeśli eksperyment się powiedzie, ludzkość uzyska dostęp do praktycznie niewyczerpalnego źródła energii.
Reakcja fuzji, czy też syntezy jądrowej polega na złączeniu się dwóch lżejszych jąder atomowych w jedno cięższe. W wyniku tego procesu wydzielają się gigantyczne ilości energii. Ta produkowana w słońcu powstaje właśnie w ten sposób. Naukowcy od dawna chcą odtworzyć reakcję fuzji w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Niestety z technicznego punktu widzenia jest to niezwykle skomplikowane. Powstający kosztem 10 miliardów euro Międzynarodowy Eksperymentalny Reaktor Termonuklearny (ITER) ma po raz pierwszy w historii przeprowadzić opłacalną reakcję fuzji.
Główną przeszkodą, która utrudnia fuzję jest fakt, że jądra atomowe obdarzone są takim samym, dodatnim ładunkiem elektrycznym i w związku z tym odpychają się. Jedynie w wyjątkowo wysokiej temperaturze jądra mogą zgromadzić ilość energii niezbędną do pokonania tej bariery. Mimo, że reakcja fuzji wewnątrz słońca zachodzi w temperaturze kilkunastu milionów stopni Celsjusza, to przebiega ona wolno. Z jednej strony dzięki temu paliwo wypala się bardzo powoli i gwiazda może świecić przez miliardy lat, ale z drugiej w jednym metrze sześciennym jądra słońca energia wydziela się z mocą niecałych 4 watów. Aby przedsięwzięcie było opłacalne w termoreaktorze musi panować temperatura 150 milionów stopni Celsjusza. Dotychczas, w żadnym z eksperymentalnych reaktorów nie uzyskano tak wysokiej temperatury. W ITER izotopy wodoru będą podgrzewane jednocześnie na trzy sposoby – przez prąd przepływający obwodami elektrycznymi, wiązki mikrofal i atomy wzbudzone (na wyższym poziomie energetycznym) - przyspieszone w niewielkich akceleratorach cząsteczek umieszczonych wokół reaktora. Naukowcy przewidują, że ilość uzyskanej energii będzie dziesięć razy większa od włożonej. Najpierw jednak muszą skonstruować reaktor, wewnątrz którego znajdzie się plazma ponad dziesięciokrotnie gorętsza od słońca. Nawet najbardziej trwałe ze znanych materiałów nie wytrzymują temperatur wyższych niż kilka tysięcy stopni. Rozwiązaniem jest utworzenie swego rodzaju klatki z pól magnetycznych. Paliwo znajdzie się wewnątrz pierścieniowatego reaktora zwanego tokamakiem. Magnesy znajdujące się na zewnątrz pierścienia utworzą spiralne pole, dzięki któremu plazma utrzyma się w jednym miejscu. Do ich budowy posłużą nadprzewodnikowe cewki ze stopów wolframowych o całkowitej masie przekraczającej 10 tysięcy ton, chłodzone ciekłym azotem. Kolejnym wyzwaniem inżynierów będą neutrony masowo produkowane podczas reakcji. Ponieważ są one elektrycznie obojętne, z łatwością przechodzą przez pole magnetyczne, tak więc pomimo obecności magnetycznej klatki, plazma będzie emitowała na zewnątrz megawaty energii.
Neutrony bombardując ściany otaczające reaktor wytworzą olbrzymie ciepło. –„I właśnie to ciepło jest końcowym efektem fuzji, o który nam chodzi” – mówi Mario Merola, dyrektor działu ITER odpowiedzialnego za wewnętrzne części reaktora. Ściany otaczające reaktor (zwane płaszczem) będą zbudowane z 440 stalowych płyt półmetrowej grubości. Wewnątrz nich zostaną umieszczone rury, w których pod wysokim ciśnieniem popłynie woda. Stal zaabsorbuje większość wyemitowanych z reaktora neutronów, które oddadzą energię w postaci ciepła. Odstęp pomiędzy rurami zawierającymi odprowadzającą ciepło wodę nie przekroczy 2,5 centymetra ponieważ w innym wypadku stal stopiłaby się. Od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy naukowcy zaproponowali teoretyczny model fuzji, wciąż nie udaje się zastosować jej w praktyce. Sceptycy, nie bez racji zauważają, że wydawanie 10 miliardów euro na projekt, którego powodzenie wcale nie jest przesądzone może być zbytnią ekstrawagancją. Niektórzy proponują zwrócić uwagę i środki w stronę zimnej fuzji jądrowej – technologii, która w założeniu umożliwiałaby syntezę jąder atomowych bez konieczności uzyskiwania piekielnych temperatur. W tym momencie ich głosy nie mają już wpływu na podjęcie decyzji. Budżet projektu został zatwierdzony i pozostaje jedynie żywić nadzieję, że rok 2018 - na który planowane jest uruchomienie reaktora - przyniesie ludzkości tanią energię bez ograniczeń."

źródło: http://future.wp.pl/kat,111394,title,Bu ... caid=48eab

Autor:  Paweł Baran [ środa, 14 października 2009, 11:58 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Kosmiczna drogówka

"Złom dryfujący w kosmosie spędza sen z powiek astronautom i kontolerom misji. Dlatego inżynierowie z Niemieckiego Centrum Lotnictwa i Astronautyki pracują nad specjalnymi robotami, które zajmą się naprawą uszkodzonych satelitów lub odholują je na orbitalne złomowisko.
Holownik stopniowo zmniejsza prędkość, łagodnie zawraca i kontynuuje dalszy lot. Następnie zbliża się ostrożnie, milimetr po milimetrze, do wyznaczonego celu. Jest nim sztuczny satelita, którego kontury pojawiają się stopniowo na czarno-białym ekranie monitora w centrum kontrolnym. Najpierw widać dysze silnika rakietowego, a potem satelita zajmuje całą powierzchnię ekranu komputera. Manewr przebiega błyskawicznie i sprawnie: lekki wstrząs, niedosłyszalny zgrzyt i robot podczepił satelitę do haka holowniczego.
W przyszłości tego rodzaju operacje będą standardową procedurą, jeżeli tylko specjalistyczne roboty pomyślnie zdadzą egzamin w przestrzeni kosmicznej. Orbitalna pomoc drogowa zajmie się naprawą uszkodzonych satelitów i usuwaniem szczątków starych rakiet dryfujących w kosmosie. Naukowcy chcą w ten sposób walczyć z kosmicznym złomem, zagrażającym bezpieczeństwu satelitów i promów.
Inżynierowie testują operacje holownicze w podziemiach centrum kontroli lotów w Oberpfaffenhofen pod Monachium. To, jak bardzo przydatne mogą być roboty holownicze, uświadomili sobie po katastrofie, do której doszło w lutym tego roku. W kosmosie zderzył się amerykański satelita komercyjny z uśpionym od 1995 roku rosyjskim satelitą szpiegowskim. W wyniku kolizji z obu maszyn pozostała na orbicie chmura odłamków. Takie wypadki nie należą do rzadkości, dlatego eksperci od dawna głowią się nad tym, jak usunąć z orbity ziemskiej wysłużone satelity. Kosmiczne zawalidrogi stanowią ogromne zagrożenie zarówno dla sprawnych urządzeń, jak i dla misji załogowych.
W Niemieckim Centrum Lotnictwa i Astronautyki (DLR) w Oberpfaffenhofen zbudowano specjalne laboratorium, gdzie inżynierowie testują najlepsze metody odholowywania nieprzydatnych satelitów. Podczas „suchej zaprawy” specjalne roboty przeprowadzają między sobą symulacje kontrolowanych manewrów holowniczych. W przyszłości podobne operacje znalazłyby praktyczne zastosowanie w przestrzeni kosmicznej.
- Nowoczesne satelity komunikacyjne mają ograniczoną żywotność, ponieważ po 15 latach przebywania na orbicie kończą się im zapasy paliwa - wyjaśnia Florian Sellmaier, koordynujący badania nad sztucznymi satelitami w Oberpfaffenhofen. - Wówczas satelity stają się bezużyteczne, choć wszystkie moduły działają bez zarzutu. Tymczasem satelita serwisowy mógłby przedłużyć pracę satelitów docelowych nawet o kilkadziesiąt lat - przekonuje naukowiec.
Niemieccy specjaliści wpadli na pomysł, aby mały holownik przejął sterowanie satelitą komunikacyjnym, zanim zbiornik z paliwem rakietowym zaświeci pustkami. Wówczas satelita może kontynuować teletransmisję sygnałów telewizyjnych i połączeń telefonicznych, a robot-holownik zadba o właściwy kurs i stabilność zaprzęgu orbitalnego.
Niestety, w przestrzeni kosmicznej przeprowadzenie manewru dokowania jest dość skomplikowaną operacją, ponieważ współczesne satelity krążące wokół Ziemi nie mają uchwytu umożliwiającego wzięcie ich na hol. Wspólnym elementem wyposażenia prawie wszystkich sztucznych satelitów jest silnik rakietowy, tzw. silnik apogeum. Inżynierowie chcą, aby w przyszłości za hak holowniczy posłużyła dysza wystająca z dołu cylindra. - Satelita-holownik wczepi się w satelitę docelowego niczym kleszcz w ciało człowieka - opowiada Florian Sellmaier.
W trakcie kolejnych eksperymentów naukowcy z Niemieckiego Centrum Lotnictwa i Astronautyki przekonali się, że wzięcie satelity na hol jest dużym wyzwaniem technicznym. (...) W listopadzie zostanie oficjalnie otwarte specjalistyczne laboratorium w Oberpfaffenhofen, w którym inżynierowie będą mogli prześledzić zbliżanie się robota do satelity na ostatnim odcinku 25 metrów. W przyszłym roku rozpoczną się symulacyjne manewry dokowania robota do satelity, połączone z obserwacją rozkładu sił i momentu obrotowego. Naukowcy zdają sobie sprawę, że muszą odpowiednio skalibrować elektronikę sterującą robotem-holownikiem, aby możliwie wiernie odtworzyć warunki panujące w stanie nieważkości. - Większość ludzi ma kłopoty z nawleczniem nitki na igłę w warunkach ziemskich - mówi inżynier Toralf Boge z DLR. - Tymczasem my próbujemy doprowadzić do orbitalnego rendezvous, gdzie igła i nitka to ruchome wielotonowe kolosy.
Zgodnie z założeniem inżynierów hak holowniczy wepnie się w najwęższy odcinek dyszy, mierzący zaledwie dwa centymetry szerokości. Cała operacja musi przebiegać z wielką precyzją, ponieważ w stanie nieważkości jeden gwałtowny i niekontrolowany manewr może mieć nieobliczalne następstwa. Dlatego też inżynierowie chcą tak zaprojektować satelity serwisowe, aby przemieszczały się wzdłuż ścianki dyszy milimetr po milimetrze, niczym człowiek poruszający się po omacku w ciemnym tunelu.
Niemieccy inżynierowie opracowali już ogólne zarysy przebiegu akcji holowania w wykonaniu kosmicznej drogówki. Otóż po starcie półtoratonowy satelita-holownik będzie najpierw okrążał Ziemię na niewielkiej wysokości, a następnie odpali silnik jonowy. Jego paliwem są atomy szlachetnego gazu - ksenonu. Wyrzucane w przestrzeń kosmiczną wytwarzają mały, ale stały napęd. Główną zaletą silnika jonowego jest jego ogromna wydajność - potrzebuje on sześć razy mniej paliwa niż tradycyjny silnik chemiczny. - To z kolei pozwala ograniczyć zapas paliwa na pokładzie satelity - wyjaśnia Florian Sellmaier. Nowatorski silnik jonowy ma jedną wadę: rozpędza się bardzo wolno. Dotarcie do orbity geostacjonarnej, znajdującej się w odległości 36 tysięcy kilometrów od Ziemi zajmuje mu około dwudziestu tygodni.
Po dotarciu na miejsce holownik namierzy satelitę z pomocą systemu radarowego i przeprowadzi dokładnie taką samą operację dokowania, jaką testowali inżynierowie w Oberpfaffenhofen. Pomyślny manewr połączenia jeszcze nie oznacza końca kłopotów, bowiem cała operacja wymaga niezwykłej precyzji. W przeciwnym razie w trakcie dokowania zostaną wyzwolone siły, które zakłócą stabilność zaprzęgu satelitarnego. - To rzeczywiście niezwykle skomplikowany manewr - przyznaje Sellmaier. Jeżeli tylko naukowcy zdołają opracować procedury bezpiecznego połączenia się obydwu maszyn, wówczas kosmiczna drogówka zajmie się serwisowaniem sztucznych satelitów. Roboty-holowniki mogą również odholowywać popsute satelity i parkować je na specjalnej orbicie cmentarnej.
Naukowcy uważają, że tego rodzaju misje byłyby także przydatne w regionach bliskich powierzchni Ziemi, kiedy jakiś satelita wymknął się spod kontroli człowieka i zachodzi niebezpieczeństwo, że nie spali się w atmosferze, lecz spadnie na gęsto zamieszkały teren. Dotychczas przechwytywaniem popsutych olbrzymów zajmowały się wahadłowce amerykańskie. Niestety, ich utrzymanie kosztuje aż 400 milionów euro, a w przyszłym roku NASA planuje wycofanie starzejących się promów kosmicznych z dalszej eksploatacji. Pozostaje jeszcze kontrowersyjna metoda, polegająca na zestrzeleniu niebezpiecznych zawalidróg. Amerykańska marynarka podsyciła obawy przed groźbą wybuchu „gwiezdnych wojen”, kiedy w ubiegłym roku zestrzeliła wadliwego satelitę szpiegowskiego, przy pomocy antyrakiety wystrzelonej z pokładu krążownika.
Znacznie bardziej eleganckim, choć także skomplikowanym rozwiązaniem mogą być bezzałogowe satelity. Niedawno inżynierowie z Niemieckiego Centrum Lotnictwa i Astronautyki doszli do wniosku, że złom zalegający w kosmosie najskuteczniej usunie holownik wyposażony w zdalnie sterowane ramię. Urządzenie chwyciłoby satelitę, głuchego na rozkazy z Ziemi, np. za żagiel słoneczny, a następnie zatopiło w głębinach południowego Pacyfiku.
Przed dwoma laty DARPA, agencja badawcza Pentagonu, dowiodła, że zasadniczo tego rodzaju operacje są możliwe. W ramach projektu Orbital Express Amerykanie wystrzelili w kosmos prototypy dwóch satelitów wyposażonych w specjalistyczny sprzęt. Satelity przeprowadziły automatyczne dokowanie, przepompowały nawzajem paliwo i wymieniły niektóre części posługując się specjalnym ramieniem chwytnym. (...) - W praktyce można dokonać czegoś takiego jedynie z kolejną generacją satelitów, a więc najwcześniej za 20 lat - prorokuje Florian Sellmaier.
Jednak inżynierowie z Niemieckiego Centrum Lotnictwa i Astronautyki nie zamierzają czekać aż tak długo. Naukowcy mają nadzieję, że najpóźniej za cztery lata uda im się przeprowadzić pierwsze manewry holownicze. Ale zanim kosmiczna drogówka zrobi porządki we Wszechświecie, roboty z podziemnego laboratorium w Oberpfaffenhofen jeszcze wiele razy będą musiały udawać sztuczne satelity."

źródło:http://portalwiedzy.onet.pl/4868,17230,1579477,1,czasopisma.html

Autor:  Paweł Baran [ środa, 14 października 2009, 11:59 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

"Uważam, że wszechświat jest pełen życia"
"Tylko w naszej galaktyce mogą istnieć 33 miliardy gwiazd posiadających planety – twierdzi astronom Ignasi Ribas. I wśród tego multum ciał niebieskich prawdopodobnie istnieją kosmiczne twory przypominające Ziemię. Choć i jego nawiedzają wątpliwości, kataloński uczony jest dobrej myśli i nie ustaje w poszukiwaniach.
La Vanguardia: Czy poza naszą planetą istnieje życie?
Ignasi Ribas: Uważam, że wszechświat jest pełen życia.
Ale to tylko pańskie przekonanie.
Jest ono oparte na doświadczeniu: zawsze kiedy uważaliśmy, że jesteśmy pod jakimś względem wyjątkowi, nauka zadawała kłam temu twierdzeniu.
O jakiej formie życia pozaziemskiego pan myśli?
Wiemy, że istoty żywe przystosowują się do ekstremalnych warunków; musimy więc liczyć się z każdą możliwą formą życia. Trzeba zacząć od poszukiwania planet podobnych do naszej...
Ile takich planet jest we wszechświecie?
W innych układach słonecznych naszej galaktyki mogą istnieć ich miliardy. W pozostałych galaktykach – nawet setki miliardów.
Chodzi o planety, na których istnieje życie?
Planety, które mają odpowiednie warunki do zaistnienia życia. Takich właśnie ciał niebieskich poszukujemy. Gdy zlokalizujemy jakąś egzoplanetę, moje zadanie polega na ustaleniu, czy panują tam odpowiednie dla istot żywych warunki.
Egzoplanetę?
Tak właśnie my astronomowie nazywamy każdą planetę znajdującą się poza naszym Układem Słonecznym: w tej chwili znamy 350 takich planet krążących wokół 320 słońc.
Która z nich znajduje się najbliżej Ziemi?
Gwiazda Epsilon Eridani jest położona w odległości 10 lat świetlnych od nas. Jeden rok świetlny to odległość, którą światło pokonuje w ciągu roku.
Czy mógłby pan podać tę odległość w kilometrach?
Epsilon Eridani jest oddalona od nas o prawie 10 bilionów kilometrów. Najbardziej odległe odkryte dotychczas egzoplanety leżą w odległości 100 lat świetlnych od Ziemi.
Czy przy takich odległościach możemy się czegokolwiek dowiedzieć o tych ciałach niebieskich?
Analizujemy zmiany, które wywołuje dana planeta krążąc wokół swojej gwiazdy: po tym rozpoznajemy jej rozmiary, masę, gęstość, szybkość poruszania się po orbicie, skład jej atmosfery...
Jakie są te planety?
Większość z nich to gazowe olbrzymy, podobne do Jowisza.
Która z nich jest najdziwniejsza?
Niektóre mają tak małą gęstość, że mogłyby unosić się na wodzie. Na innych rok trwa 20 godzin. Albo temperatury przekraczają 2 tys. stopni Celsjusza...
W przypadku jakiej planety powiedziałby pan sobie: „Tam musi istnieć życie”?
Na pewno wtedy, gdy na powierzchni tej planety znajdowałaby się woda w stanie płynnym.
Od czego to zależy?
Orbita planety nie powinna przebiegać zbyt blisko słońca (woda by wyparowała) ani zbyt daleko (wtedy woda by zamarzła). Taka planeta powinna też mieć odpowiednią masę, aby utrzymać wokół siebie atmosferę..."
więcej: http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11116, ... pisma.html

Autor:  Paweł Baran [ piątek, 16 października 2009, 13:18 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Rozwiązana zagadka sprzed 65 mln lat
Olbrzymia planetoida, która 65 mln lat temu przyniosła zagładę dinozaurom, uderzyła w Indie. Wcześniej wskazywano na Meksyk, jednak tam krater uderzeniowy jest dużo mniejszy - uważa zespół naukowców. Wyniki ich najnowszych badań publikuje serwis "EurekAlert".

65 mln lat temu doszło do globalnej katastrofy, spowodowanej najprawdopodobniej uderzeniem w Ziemię planetoidy. Badania geologiczne wskazywały, że krater uderzeniowy znajduje się na półwyspie Jukatan w Meksyku. Okazuje się jednak, że u zachodnich wybrzeży Indii jest znacznie bardziej rozległa pozostałość po uderzeniu innej planetoidy.

- Jest to największy znany krater na naszej planecie - tłumaczy szef zespołu badawczego, Sankar Chatterjee z Texas Tech University. - Bolid, który był jego przyczyną, musiał mieć około 40 km średnicy - dodał. Dla porównania, ciało niebieskie, które uderzyło w półwysep Jukatan, miało średnicę pomiędzy 8 a 10 km. Pozostaje pytanie, które uderzenie zadało śmiertelny cios dinozaurom.
Jak podkreśla naukowiec, trudno sobie w ogóle wyobrazić następstwa takiej katastrofy. W miejscu uderzenia skorupa ziemska wyparowała, pozostawiając bardzo gorący materiał płaszcza ziemskiego. Prawdopodobnie kataklizm zainicjował gwałtowne procesy wulkaniczne na obszarze Dekanu. Oderwał także Seszele od indyjskiej płyty tektonicznej.

Obrzeża krateru obejmują powierzchnię o średnicy 500 km. Większa jego część znajduje się pod wodą, część przybrzeżna tworzy wysokie klify nadmorskie.

Naukowcy chcą w tym roku kontynuować badania. Istotne będą pomiary pierwiastka irydu na dnie krateru. Jego zwiększony poziom to charakterystyczna cecha kosmicznych kolizji.

65 mln lat temu doszło do jednego z największych wymierań w dziejach Ziemi. Wyginęło wtedy 75 proc. gatunków zamieszkujących naszą planetę, w tym wszystkie dinozaury.

(jks)
http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title ... omosc.html

Autor:  Tomasz Wężyk [ piątek, 16 października 2009, 15:44 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Załącznik:
640ibex.jpg
640ibex.jpg [ 27.13 KiB | Przeglądane 2248 razy ]


Nieznana struktura w Układzie Słonecznym

Misja kosmiczna IBEX zakończyła pierwszy w historii przegląd granic całej heliosfery. Efektem jej obserwacji jest wykrycie obecności dziwnej struktury o nieznanym pochodzeniu. W badaniach istotny udział mają polscy naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Sonda IBEX (Interstellar Boundary Explorer) została wystrzelona przez NASA 19 października 2008 r. Krąży jako satelita Ziemi po orbicie eliptycznej (15 000 x 300 000 km). Celem misji są badania granic heliosfery, czyli strefy wokół Słońca, w której dominujący jest wiatr słoneczny, a nie materia międzygwiazdowa. "Nigdy wcześniej nikt nie obserwował kosmosu w ten sposób. Otworzyliśmy nowe okno na świat i zobaczyliśmy przez nie rzeczy, których nie spodziewaliśmy się dostrzec", mówi doc. Maciej Bzowski z Centrum Badań Kosmicznych PAN, członek międzynarodowego zespołu misji IBEX.
Nasza gwiazda porusza się w przestrzeni poprzez obłok gazu nazywany lokalnym ośrodkiem międzygwiazdowym. Od Słońca porusza się wiele zjonizowanych cząstek, co określa się mianem wiatru słonecznego. Na krańcach Układu Słonecznego wiatr słoneczny zwalnia, zderzając się z materią międzygwiazdową. Gdy prędkość wiatru słonecznego spada do prędkości poddźwiękowej, powstaje fala uderzeniowa - szok końcowy. Słońce wraz ze swoją heliosferą porusza się względem ośrodka międzygwiazdowego, kompresując materię międzygwiazdową znajdującą się na drodze. Powoduje to powstanie kolejnych struktur: heliopauzy, która jest zewnętrzną krawędzią heliosfery oraz fali czołowej, znajdującej się jeszcze dalej.

Dla uzmysłowienia sobie na czym polega szok końcowy, doc. Bzowski proponuje proste doświadczenie, które można wykonać w kuchni. Wystarczy pod strumień wody włożyć nachylony talerzyk. Wtedy nad miejscem, w które trafia strumień wody widać wyraźny łuk - "szok końcowy", za którym jest większa warstwa wody kończąca się "heliopauzą". "Na talerzyku niestety nie zobaczymy fali czołowej, gdyż w rzeczywistości zjawiska badane przez sondę IBEX powstają nie tylko dlatego, że coś wypływa ze Słońca, ale także dlatego, że Układ Słoneczny jest omywany z zewnątrz przez materię lokalnego ośrodka międzygwiazdowego" tłumaczy Bzowski. Satelita IBEX obserwuje na niebie rozkład strumieni energetycznych atomów neutralnych (Energetic Neutral Atoms, ENA). Takie atomy powstają tuż za szokiem końcowym, gdy elektrony z gazu międzygwiazdowego są wychwytywane przez protony z wiatru słonecznego albo przez zjonizowaną wiatrem słonecznym materię. Energetyczne atomy neutralne ENA poruszają się z dużymi prędkościami, ale rejestruje się ich zaledwie od kilku na sekundę do jednego na godzinę.

Dzięki temu, że ENA są neutralne, na ich ruch nie wpływa pole magnetyczne, czyli poruszają się po liniach prostych. Możemy przez to uzyskać informacje o miejscach na granicy heliosfery, w których powstały. Pracując w różnych zakresach energii IBEX tworzy w ten sposób mapy niezbadanych krańców Układu Słonecznego. Dane zebrane przez satelitę można porównać z obserwacjami z sond Voyager 1 i Voyager 2, które już przeleciały przez szok końcowy, ale ciągle działają i przesyłają pomiary pola magnetycznego i plazmy słonecznej.
Dotychczasowa teoria przewidywała, że powinno się obserwować większe natężenie atomów ENA z kierunku, w którym porusza się Słońce, a mniejsze z kierunku przeciwnego. Wyniki pomiarów IBEX są jednak zaskakujące. Okazuje się, że wokół Słońca rozciąga się wygięta wstęga, przypominająca prawie zamknięty pierścień. Wstęga jest nachylona do płaszczyzny ekliptyki i nie pokrywa się z płaszczyzną Drogi Mlecznej.

Największa intensywność wstęgi pochodzi z kierunku ponad ekliptyką w obszarze, w którym oddziałują wolny i szybki wiatr słoneczny. Wobec tego naukowcy przypuszczają, że przyczyną jej powstania jest jakaś duża struktura lokalna związana z Układem Słonecznym.

W badaniach misji IBEX biorą udział polscy naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk (CBK PAN). Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym "Science" w wydaniu z 15 października 2009 r.

Autor:  Paweł Baran [ sobota, 17 października 2009, 08:11 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Kto zepsuł Wielki Zderzacz Hadronów?
Dwóch znanych fizyków, Holger Bech Nielsen z Instytutu Nielsa Bohra i Masao Ninomiya z Instytutu Fizyki Teoretycznej Yukawa, wysunęło niezwykle śmiałą teorię dotyczącą przyczyn awarii Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC). Ich zdaniem, został on uszkodzony przez... swoją przyszłość.

Zwykle przyjmujemy, że to przeszłość wpływa na przyszłość, chociaż jeśli rozważymy przypadek podróżnika w czasie, który wraca do przeszłości i np. zabija któregoś ze swoich przodków, zauważymy, że i przyszłość może wpływać na przeszłość.
Powracający bozon Higgsa byłby podobny podróżnikowi w czasie, który wędruje do przeszłości nie po to, by zabić swojego przodka, ale po to, by uratować wszechświat przed samym sobą.

Obecne bozon Higgsa, zwany też Boską Cząstką, to teoretyczna cząstka elementarna, której istnienie postuluje Model Standardowy. Miała ona istnieć przez kilka sekund po Wielkim Wybuchu i dała początek materii. Mamy pewne dane sugerujące, iż teoria bozonu jest prawidłowa. A mówi ona, że cząstki elementarne, takie jak kwarki i leptony, posiadają masę dzięki temu, iż oddziałują z polem Higgsa, którego nośnikiem jest bozon Higgsa.

Nielsen i Ninomiya od półtora roku publikują serię prac pod wiele mówiącymi tytułami: Search for Future Influence From LHC czy Test of Effect From Future in Large Hadron Collider: a Proposal (to ostatnia, w której opisano kontrowersyjny pomysł).

Naukowcy twierdzą, że bozon Higgsa, którego znalezienie miało być jednym z zadań LHC, jest czymś tak obcym naturze, iż jego stworzenie odbije się na przeszłości i spowoduje, że Zderzacz przestanie działać, zanim będzie w stanie go wyprodukować.

Nielsen i Ninomiya zaczęli publikować swoje rozważania na temat przyszłości LHC już wiosną ubiegłego roku. Kilka miesięcy później urządzenie uległo awarii. Nielsen stwierdził wówczas, że mieliśmy do czynienia z "zabawnym wydarzeniem, które mogło spowodować, że uwierzyliśmy w naszą teorię". Nielesen zauważa, że niezwykła teoria spotka się z wieloma głosami sceptycyzmu. Przypomina też, że wiele ważnych eksperymentów naukowych borykało się ze sporymi kłopotami. Jednak wraz ze swoim japońskim kolegą zaproponował CERN-owi sprawdzenie możliwości wystąpienia bardzo nieprawdopodobnego zdarzenia, takiego jak np. wyciągnięcie pika spośród 100 milionów kierów. Jeśli trafi się na taką kartę, oznaczałoby to, że LHC nie rozpocznie pracy lub też nie uda się go uruchomić z takimi energiami, by odnalazł bozon Higgsa.

Teoria obu naukowców jest co najmniej niezwykła, ale Nielsen przyzwyczaił świat naukowy do tego, iż myśli niestandardowo. Jest on jednym z twórców teorii strun i jak opisał go fizyk z Caltechu Sean Carrol, jednym z tych niezwykle inteligentnych ludzi, którzy posuwają się bardzo daleko w swych szalonych pomysłach.

Mariusz Błoński

źródło informacji: Kopalnia Wiedzy
http://fakty.interia.pl/nauka/news/kto- ... 1383392,14

Autor:  Paweł Baran [ sobota, 17 października 2009, 16:06 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Bolid dzienny nad Holandią- 13 października 2009
13 października mieszkańcy północnych Niemiec oraz Holandii byli świadkami niecodziennego zdarzenia – przelotu bolidu dziennego. Bardzo jasna kula ognia widoczna była na jeszcze jasnym, popołudniowym niebie tuż przed godz. 17.00 UT. Naoczni świadkowie mówią o rozpadzie bolidu podczas przelotu na wiele fragmentów.

Według raportów zbieranych przez Kapteyn Astronomical Institute of University of Groningen oraz Royal Netherlands Meteorological Institute parę minut po zjawisku wystąpiły grzmoty i detonacje. Świadczy to ewidentnie, iż meteoroid dotarł do niższych warstw atmosfery. W związku, z czym rokuje to spore szanse na spadek meteorytu.

Wstępna jasność zjawiska to, co najmniej minus kilkanaście magnitudo. Kierunek lotu to mniej więcej północ- południe. Bolid został bezpośrednio sfotografowany przez dwie osoby, trzeci świadek wykonał także zdjęcie samego śladu. (patrz niżej). Wciąż trwa zbieranie relacji osób, które miały szczęście podziwiać to wyjątkowo rzadkie zjawisko.
http://www.pkim.org/?q=pl/bolid_nad_hol ... rnika_2009

Autor:  Paweł Baran [ poniedziałek, 19 października 2009, 08:02 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Zobacz spektakularny wybuch na Słońcu
Sondy NASA zarejestrowały rzadkie zjawisko - wybuch na powierzchni Słońca.

Erupcję uchwyciła para sond STEREO ("Behind" - znajdująca się za Ziemią i "Ahead" - przed Ziemią). Wybuch trwał około 2,5 dnia.

Zobacz film:
http://fakty.interia.pl/nauka/news/zoba ... 1382280,14

Autor:  Paweł Baran [ poniedziałek, 19 października 2009, 19:01 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Rosjanie chcą lecieć na Księżyc; potrzebują 50 mln dolarów
Wiceszef Federalnej Agencji Kosmicznej Rosji Siergiej Sawieliew powiedział na Międzynarodowym Kongresie Kosmicznym w Korei Południowej, że realizacja załogowego programu księżycowego wymaga nakładów w wysokości 50 miliardów dolarów w ciągu 30 lat.

- Roskosmos i jego struktury już od dawna opracowują plany badania Księżyca. Główne kierunki tej pracy są przedstawione w różnych dokumentach rządowych. Pracujemy nad wieloma projektami w tej dziedzinie, głównie w zakresie stacji automatycznych, w tym z udziałem zagranicznym - oświadczył Sawieliew.

Jego zdaniem, "wykorzystując stacje automatyczne będziemy mogli jeszcze lepiej poznać Księżyc, a także to co nam jest potrzebne dla jego zbadania i wykorzystania". - Na podstawie wyników tej pracy będziemy mogli uściślić nasze plany w sferze załogowych lotów na Księżyc - zaznaczył rosyjski naukowiec.

Jeśli zaś idzie o załogowy lot na Księżyc, to dla jego przygotowania konieczne jest przebycie kilku ważnych etapów w opracowaniu najważniejszych komponentów programu: przyszłego załogowego środka transportu, nowych rakiet nośnych, składników odwiedzanej przez ludzi bazy księżycowej, księżycowej stacji orbitalnej i obiektów, pozwalających zbudować bazę księżycową - wyliczał Sawieliew.

Obecnie wiodące przedsiębiorstwa rosyjskiego przemysłu kosmicznego rozpatrują różne scenariusze załogowej ekspedycji na Księżyc. Jeden z nich zakłada bezpośrednie wystrzelenie załogowego statku na orbitę księżycową, gdzie połączy się z modułem startowo-lądującym, dostarczanym z orbity okołoziemskiej na okołoksiężycową przez międzyorbitalnego holownika wielokrotnego użytku z silnikiem o napędzie jądrowym.

(bart)
TAGI: kosmos, rosja, nauka, księżyc
http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title ... omosc.html

Autor:  Marek Substyk [ poniedziałek, 19 października 2009, 20:40 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Ujawniono pierwsze zdjęcia z "księżycowej katastrofy"

http://wiadomosci.onet.pl/2062958,16,uj ... ,item.html

Obrazek

Autor:  Paweł Baran [ wtorek, 20 października 2009, 07:58 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Pracownik NASA zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa
Amerykański naukowiec, który pracował dla NASA, Pentagonu, a także Białego Domu został zatrzymany w USA za "próbę szpiegostwa", gdy rozważał podjęcie pracy na rzecz wywiadu Izraela - poinformowało ministerstwo sprawiedliwości w oficjalnym komunikacie.

Według udostępnionych oficjalnych informacji, z 52-letnim naukowcem skontaktował się oficer FBI podający się za agenta izraelskiego wywiadu, któremu podejrzany obiecał dostarczenie poufnych informacji dotyczących obronności USA - podaje agencja AFP.

Posiadający tytuł doktora astronomii prestiżowego uniwersytetu MIT z Massachusetts, podejrzany o szpiegostwo naukowiec pracował dla Białego Domu w latach 1989 - 1990, następnie w ministerstwie energetyki (1990 - 1999), gdzie posiadał specjalną autoryzację zezwalającą mu na dostęp do najtajniejszych informacji, m.in. dotyczących broni nuklearnej.
Podejrzany założył później organizację "non-profit", dzięki której mógł w latach 2000 - 2006 uczestniczyć w "wielu porozumieniach z rządem amerykańskim dotyczących zaawansowanych technologii".

- Między 1989 a 2006 rokiem miał dostęp do informacji poufnych i ściśle tajnych oraz regularny dostęp do utajnionych dokumentów dotyczących obronności USA - głosi oficjalny komunikat.

(ab)
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1348,title, ... omosc.html

Autor:  Paweł Baran [ wtorek, 20 października 2009, 08:06 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Zakończono kolejny etap budowy następcy Kosmicznego Teleskopu Hubble'a



Europejska Agencja Kosmiczna zakończyła praca nad modelem testowym jednego z najważniejszych instrumentów naukowych Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. To orbitalne obserwatorium ma w 2014 roku zastąpić teleskop Hubble'a.

Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST) to wspólny projekt amerykańskiej Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej (CSA). Ma być to orbitalne obserwatorium optyczne prowadzące badania przede wszystkim w podczerwieni i następca Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, który fotografował Wszechświat w świetle widzialnym.

JWST ma zostać wyposażony w cztery główne instrumenty naukowe. Za przygotowanie dwóch z nich odpowiada Europejska Agencja Kosmiczna. Ponadto ESA ma również umieścić teleskop na orbicie, przy wykorzystaniu rakiety Ariane 5.

Jednym z europejskich przyrządów, który według planu w 2014 roku powinien zostać wyniesiony w kosmos, jest spektograf podczerwony. Jego zadaniem będzie badanie najodleglejszych galaktyk, z możliwością jednoczesnego analizowania składu chemicznego ponad 100 obiektów.

Prace na próbnym modelem właśnie tego instrumentu zostały niedawno zakończone przez ESA. Nazwany roboczo "inżynieryjnym modułem testowym" wkrótce będzie wysłany do NASA w celu przeprowadzenia testów.

Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba będzie miał po ukończeniu konstrukcji około 21 metrów szerokości i wysokość trzypiętrowego budynku. Główne zwierciadło obserwatorium ma mieć 6,5 metra średnicy, co oznacza, że będzie zbyt duże aby można ja było wysłać na orbitę w całości - zostanie więc złożone z 17 mniejszych luster.

JWST zawdzięcza swoje imię drugiemu administratorowi NASA, który odpowiadał za pracę Agencji podczas przygotowania do programu Appolo, w ramach którego udało się wykonać pierwszy załogowy lot na Księżyc.

[ Astronomia.pl - Jan Pomierny ]

Źródło: ESA
http://www.astronomia.pl/wiadomosci/index.php?id=2331

Autor:  Paweł Baran [ wtorek, 20 października 2009, 08:12 ]
Tytuł:  Re: październik 2009

Astrofotografie w warszawskim metrze



Od dzisiaj na stacjach podziemnej kolejki w Warszawie można oglądać wystawę fotografii nocnego nieba. Autorami zdjęć są najlepsi polscy astrofotografowie - astronomowie-amatorzy, którzy swoje prace udostępnili Centrum Nauki Kopernik w ramach akcji "Niebo nad Warszawą".

Fotografie są wyświetlane na tzw. infoscreenach, czyli dużych ekranach zlokalizowanych na sześciu (Ratusz Arsenał, Świętokrzyska, Centrum, Politechnika, Pole Mokotowskie, Wilanowska) z pośród 21 stacji warszawskiego metra.

Zdjęcia przestawiają nie tylko najbardziej znane, niezwykle spektakularne obiekty, takie jak Galaktyka Andromedy (M31) czy gromada otwarta Plejady (M45), ale także zjawiska - zorze polarne (obserwowane z terenu Polski) czy tranzyt Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przed tarczą Księżyca.

Łącznie prezentowanych jest kilkanaście astrofotografii, które Centrum Nauki Kopernik wybrało wspólnie z partnerem wystawy, serwisem AstroExpo.pl, w którym polscy miłośnicy astronomii udostępnią swoje "dzieła sztuki" - jak o zdjęciach mówi Karol Wójcicki z CNK.

"Warto podkreślić, że te fotografie, wykonane przede wszystkim w przydomowych, całkowicie amatorskich obserwatoriach, to prace na najwyższym światowym poziomie, doceniane nie tylko w Polsce, ale i za granicą" - dodaje opiekun astronomiczny wystawy.

Wystawa jest wstępem do akcji "Niebo nad Warszawą", która swój finał będzie miała w najbliższy weekend. Jest to inicjatywa Centrum Nauki Kopernik realizowana przy udziale partnerów (Europejskiej Agencji Kosmicznej, zarządcy budynku Rondo1, firmy Stroer - operatora Infoscreen, wydawnictwa "Nasza Księgarnia", firmy DeltaOptical i portalu Astronomia.pl), w ramach której w stolicy mają zostać zorganizowane między innymi otwarte pokazy nieba, gra terenowa oraz konkurs dla dzieci i młodzieży (główną nagrodą jest możliwość nazwania asteroidy).

Więcej informacji na temat akcji można znaleźć na stronie http://kopernik.org.pl/niebo_nad_warszawa/.

[ Astronomia.pl - Jan Pomierny ]
http://www.astronomia.pl/wiadomosci/index.php?id=2330

Strona 2 z 4 Strefa czasowa: UTC + 2
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/